Barwy szczęścia, czyli w telewizji nie doświadczysz, czego w życiu pragniesz.

wpis w: Blog, News | 0

Na wprost mojego kichen coworkingu (tak żartobliwie nazywam moje miejsce pracy przy kuchennym stole) jest okno, przez które widać okna sąsiadów. Widać też ich telewizory. Kiedy zamykam rolety koło 20:00, zwykle sąsiadka z naprzeciwka ogląda Barwy Szczęścia. Pewnie się dowie dziś czy Bruno Stański zakocha się w Bożenie. Nie wiem kto to jest Bruno ani Bożena, ale wpisując hasło „Barwy Szczęścia” wyskoczyło mi to w Google, wiec chyba to świeży news serialowy.

Jeszcze parę lat temu byłabym na bieżąco. Kiedyś nałogowo oglądałam telewizję, ale to się diametralnie zmieniło. Rzuciłam telewizję jak rzuca się palenie. Nie mówię, że telewizja jest permanentnie zła i żeby od razu pozbyć się telewizora z domu. Ale uprzedzam, że po przeczytaniu tego artykułu, być może będziecie chcieli to zrobić.

Już widzę oczami wyobraźni nagłówki gazet „Polacy masowo wyrzucają odbiorniki telewizyjne.” I już sobie wyobrażam materiał filmowy w TV o tym, jak elektrozłom nie nadąża z utylizacją telewizorów, bo setki rodaków wyzbywa się ich z mieszkań. A tajne biuro śledcze robi dochodzenie jaka jest tego przyczyna. I co? I trafiają do mnie i ja im wyjaśniam. Ale póki co wyjaśnię Wam. Otóż!

Są owszem ciekawe filmy przyrodnicze, dokumentalne, fabularne, ale trzeba je wyłapać. Włączyć i wyłączyć w odpowiednim momencie telewizor, bo jak nie, to damy się złapać w pułapkę.

Jaka to pułapka i jak ją odkryłam? Po prostu w nią wpadłam. Na szczęście zaczęły mnie drażnić zbyt głośne reklamy i to był znak, że coś jest nie tak. Zauważyliście, że reklamy dostarczają naszym uszom o kilka decybeli więcej? Kiedy się pojawiały w przerwie jakiegoś filmu, wyciszałam je na maxa. Zauważyłam też, że obraz strasznie szybko się zmienia i przyciąga uwagę. No właśnie! Uwagę. A jak ktoś ma naszą uwagę, to ma naszą energię i ma nad nami władzę. I w tym momencie zaczyna się proces decyzyjny o kupnie nowego kosmetyku, proszku do prania, samochodu itd. Nawet jeśli nie jest nam to wszystko potrzebne. Kupujemy, bo nasz mózg został tak zaprogramowany.

Potrzebujemy radosnego  uśmiechu, więc wierzymy, że wybielenie zębów pastą na C nam to zapewni. Guzik prawda! Serdeczny uśmiech mamy w sercu, bez użycia 6 składnikowej pasty z fluorem. A czy wiecie, że zwykłą sodą i kropelką wody utlenionej można umyć zęby. A ile frajdy przy tym i śmiechu. Adrenalina, zabawa i eksperyment jednocześnie! Albo takim naturalnym patyczkiem. Jeszcze nie próbowałam, ale zaciekawił mnie Miswak, korzeń drzewa arakowego, szczoteczka i pasta w jednym. Widziałam to tutaj.

A czy wiecie, że aby zrobić antyperspirant wystarczy zlepić 1/4 szklanki sody i 4 łyżki roztopionego oleju kokosowego? Ja dodałam również kilka kropel mojego ulubionego olejku cynamonowego (dobrze się sprawdza też cytrynowy, pomarańczowy lub grejpfrutowy).

barwy szczęścia antyperspirant

A znacie reklamę, która przekonuje nas, że będzie rodzinnie, ciepło i miło jak kupimy zupkę w proszku na W. Akurat! Będzie miło i przyjemnie jak sami o to zadbamy. Jak zagotujemy w garnku wodę, wrzucimy warzywa i doprawimy, też wyjdzie dobra zupa. Co ja piszę, lepsza, bo gotowana z miłością! Nie kupimy miłości w proszku.

I ja to w końcu zrozumiałam i dzielę się tym odkryciem z Wami. Ale sama świadomość nie wystarczy. Przeczytajcie, co było dalej.

Niby wiedziałam, że programy, reklamy manipulują, ogłupiają, ale jakoś nie mogłam się oderwać od ekranu, jakoś samoistnie szukałam pilota po wstaniu rano z łóżka, albo po przyjściu z pracy. I patrzyłam, słuchałam. Angażowałam umysł w coś, co nie dawało mi zupełnie nic. No nie do końca.

 

Po pierwsze: odrywało mnie „na chwilę” od obowiązków, które niespecjalnie chciało mi się wykonywać, od problemów do rozwiązania, od zadań do zrealizowania, od trudów życia po prostu.

Po drugie: dawało pozorne poczucie przynależności do świata sławnych ludzi, poznawania ich, podglądnięcia jak żyją, jak się ubierają, co jedzą, co mówią.

Po trzecie: dawało rozrywkę, rozśmieszało.

Aż przyszło olśnienie. Moje życie jest fantastyczne i równie ciekawe jak życie gwiazd show biznesu! A komedię mam naokoło. Mnóstwo zabawnych sytuacji z dziećmi i rozmów z ludźmi z poczuciem humoru, którzy są wokół mnie. Wystarczy ich zagadnąć. I nie potrzebuję telewizji, żeby się oderwać, zrelaksować. Potrzebuję siebie i ciszy albo innych ludzi i rumoru. Rumor to ostatnio moje ulubione słowo z dziecięcej piosenki, którą Julo śpiewa na okrągło. O misiach, które przyjechały do boru i narobiły rumoru.

A kiedy ostatnio byliście w lesie? Ja niedawno odkryłam urok Puszczy Niepołomickiej, która jest naturalnym filtrem powietrza dla Krakowa. Inaczej się tam oddycha, pełniej, mocniej, głębiej, jakby całym ciałem. Miałam też wrażenie, że dzięcioł czarny wystukuje rytm, orlik krzykliwy nadaje melodię, a smukłe sosny tańczą z przystojnymi modrzewiami. Niesamowite jak wysokie są te drzewa. I ta leśna aura powoduje, że człowiek się zamyśla nad swoim życiem i zauważa, że prawdziwe życie toczy się w naturze, a nie na szklanym ekranie.  

No więc wracając do telewizyjnego nałogu.

Na początku trudno było mi się wyzbyć odruchu wciskania pilota. Pstryk i już migocze wielobarwny obraz i ogłuszają dźwięki. Pstryk i inny kanał, ciekawszy. Pstryk. A może ten? A może tamten. A czas leci. Taki nawyk wypracowany przez lata nie łatwo wykorzenić. Ale jeśli świadomie podejmiecie decyzję, że koniec z tym, to już nie będzie tak kusił czerwony guziczek z napisem „Power”. Za to Power będziecie mieć w sobie!

 

Oczyścicie się z nadmiaru informacji. Hej, naprawdę nie musicie znać najświeższych wieści z kraju i zza granicy. Po co słuchać sto razy powtarzanych newsów jednego dnia. Powtarzanie nas programuje. Pisałam o tym tutaj. Uczymy się podświadomie poprzez powtarzanie. Po co kodować negatywne przekazy, że na świecie jest źle, że straszne wojny, okrutni terroryści, bieda, wypadki, mordy i kradzieże. Rzadko w wiadomościach usłyszycie pozytywne informacje. A przecież przyciągamy to, o czym myślimy.

 

Skupmy się więc na dobrych rzeczach. Popatrzmy jaki świat jest piękny wokół nas, popatrzmy przyjaźnie na swój dom, otoczenie, zróbmy porządki, idźmy na spacer do lasu lub do parku pomedytować albo poobserwować mrówki.

 

Zagadnijmy z uśmiechem tych, których mijamy codziennie. Zróbmy coś dobrego dla nich i dla siebie. Znajdźmy swoją pasję i dzielmy się nią z innymi.

 

Podziwiam ludzi, którzy przychodzą do nas na tańce. Mogliby usiąść w tym czasie wygodnie w fotelu i obejrzeć setki reklam i programów. Dowiedzieć się o aktualnej promocji produktów w dyskoncie na L., obejrzeć nowe odcinki seriali kryminalnych i szpitalnych, usłyszeć najnowsze wiadomości z frontu walk w Pakistanie i hot newsy z życia celebrytów.

Ale czy to takie ważne, że Olaf Lubaszenko chudnie w oczach i że Beata Kozidrak nie zagra w Opolu, że rolnik, który szukał żony, się rozwiódł i że minister kultury ma wentylowaną tapicerkę skórzaną i podgrzewane fotele w limuzynie klasy E? Czy ta wiedza jest nam naprawdę potrzebna?

*

Tomek wraca zwykle późnym wieczorem do domu i jest bardzo zmęczony po zajęciach, ale jednocześnie pełen energii, którą dostał od ludzi. Zmęczył się fizycznie, ale odpoczął mentalnie, poznał ludzi, dowiedział się co ich cieszy, odkrył czyjeś talenty, uśmiechnął się do kogoś, a ktoś do niego, dostał komplement, obdarował kogoś dobrym słowem. W telewizji tego nie doświadczysz.

 

Ostatnio, kiedy wrócił, zapytałam go z ciekawości:

-„Ile było kur na parsie… yyy znaczy par na kursie?” – jestem znana z przejęzyczeń, a o tej porze robię to często :)

– „Piętnaście” – odpowiedział rozbawiony, bo już zna ten mój poplątany język.

– „To niesamowite…” – zamyśliłam się –  „Piętnaście kobiet nie obejrzało Barw Szczęścia i piętnastu mężczyzn nie obejrzało Ligii Mistrzów… ale myślę, że dostali w zamian coś bezcennego. Porcję szczęścia i zdrowia w naturalnej postaci.

A Ty jakie masz sposoby na telewizyjny odwyk? Co sprawia, że „wstajesz i wiesz” czego w życiu pragniesz?

p.s. Kiedyś moja znajoma schowała pilota od telewizora przed dziećmi, żeby ukrócić oglądanie bajek i zapomniała gdzie. Cała rodzina przez pół roku go szukała. Dopiero jak jej mąż zimą wyciągnął kożuch z szafy wyłowił pilota z kieszeni.

 Autor tekstu: Anna Protas Rachwalska

Zostaw Komentarz